Dawno, dawno temu, gdzieś pod koniec ubiegłego stulecia, jeden z pozoru poważny człowiek (dziś zwany przez nas Ojciec Założyciel) kupił zdezelowany dość kajak i namówił drugiego też podobno poważnego faceta na spływ…….

 

 

Tak powinna zaczynać się ta bajka.

 

 

„Ojciec Założyciel” (dla tych, którzy zabłądzili na te stronkę i nie znają nas jeszcze) to oczywiście Marek (zwany niekiedy Kaszalotem), ten drugi to ja, piszący te słowa Wiesiek (dla przyjaciół :Wiesiołek). Wiedzieliśmy tylko, że chcemy przeżyć przygodę. Zabraliśmy naszych synów: Kamila i Łukasza oraz towarzysza naszych niejednych wakacyjnych biwaków Radka. Poza tym w kajakach znalazły się (chyba): 4 bochenki chleba, po jednej konserwie „na twarz”, 2 kg pomidorów, 1 kg cebuli i coś do picia. Tak zaczął się nasz pierwszy spływ rzeką Wel. W ciągu 12 godzin przepłynęliśmy odcinek od Jeziora Rumian do Lidzbarka Welskiego (ok. 40 km). Piszę to wszystko po kilku latach od tamtego momentu i wierzcie mi, to było prawdziwe szaleństwo. Dziś mając już zasób niemałych doświadczeń, nie wiem czy zdecydowałbym się na podobny wyczyn. Ale wystarczyło żeby „zakajaczyć” się.

Kto zna Wel wie, że do Lidzbarka, a ściślej do mostu w Ciborzu, to spokojna nizinna rzeka. Płynie leniwie przez kilka jezior (Tarczyńskie, Grądy), po drodze jest kilka niezbyt uciążliwych przenosek. Dopiero pod Ciborzem zaczyna się przygoda. Ten ostatni przed miastem, pięciokilometrowy odcinek to Okóle. Nie będę opisywał szczegółów. Powiem tylko, że jest z czym powalczyć. Polecam każdemu.

Dalszy odcinek Welu „zaliczyliśmy” dopiero po 5 latach, od Lidzbarka do ujścia Welu do Drwęcy. Odcinek zwany w przewodnikach „przełom Piekło” warty jest swojej nazwy. Tu zaliczyliśmy z Łukaszem swoją pierwszą wywrotkę…….było bardzo śmiesznie.

Potem była Drawa z Parkiem Narodowym i swoim słynnym poligonem  (przez który oczywiście nie popłynęliśmy, bo to zabronione JJJ). Powiem tylko, że są tam podobno niesamowicie piękne odcinki rzeki, kto tam nie był nie wie. Wyobraźcie sobie tylko rzekę, której  od epoki lodowcowej nie dotknęła ludzka ręka…………po prostu cudo. Choć mało doświadczonym nie polecam, można się zdziwić JJJ.

I tak dalej i dalej, kolejne spływy. Nie wyobrażam sobie innej formy wypoczynku. Z jednej strony wspaniała banda przyjaciół. Mimo dużej różnicy wieku ja (jestem sporo po czterdziestce) i np. koledzy Kamila (Pudzian i Endrju mają po kilkanaście lat) dogadujemy się wspaniale, choć nie obyło się, szczególnie na początku bez kilku męskich słów. Teraz jest znakomicie. Pamiętam Pudzina jak oglądając nasze wygłupy w wodzie podczas spływu Łaźną Strugą (płynął wtedy z nogą w gipsie)  powiedział : kocham z Wami pływać.

O całej reszcie wariatów z naszej paczki można by pisać długo. Ola i Krzysiek, wspaniali kumple  z którymi niejeden mecz rozegraliśmy na wodzie (jak zresztą z innymi). Mój brat Waldek, który słysząc jak z Łukaszem wspominamy którąś z przygód kajakowych patrząc błagalnie w moje oczy wyszeptał :  zabierz mnie kiedyś ze sobą. Zabrałem. Dziś każdy nasz spływ zaczynamy tradycyjnie takim tekstem: Walduś, która godzina? W odpowiedzi: "Wali mnie to". Może niezbyt ładne,  ale  dla nas zrozumiałe i sympatyczne. Pływa ze swoimi potomkami, Lidką i Michałem. Dzielne dzieciaki, wspaniale wpisują się w naszą dość szaloną bandę.

Dalej jest cała grupka z Legionowa z  „przewodnikiem  stada”  Norbertem,  któremu uśmiech nigdy nie znika z wąsatej twarzy. Danusia również uśmiechnięta i Asia, która jak sama napisała, dzięki kajakowaniu z nami odkryła na nowo własną ciocię. Poza tym znakomicie prezentuje się na zdjęciach w czapce policyjnej.
 

O Ojcu Założycielu mógłbym napisać sporo, boć to przecie mój osobisty wróg JJJ. Napiszę tylko: nigdy Ci tego nie zapomnę, tego, że mnie zakajaczyłeś. I choć trudno mi to spływa spod palców napiszę: dziękuję JJJ

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć mojego syna Łukasza. Obecnie studenta AWFiS w Gdańsku. Cenimy sobie te chwile spędzone razem i zawsze czekamy na kolejny spływ. W kajaku rozumiemy się znakomicie, choć początki były trudne. Kto wie jak czasem trudno manewrować sprzętem rozumie o czym piszę. Mamy niepisany podział zadań. Po wylądowaniu  na nocny biwak razem rozstawiamy namiot, potem ja ruszam przygotowywać kolacje dla wszystkich a on urządza namiot (karimaty, śpiwory, zabezpiecza sprzęt).

Jujo i Sokół, prawdziwi buszmeni, młodzi ludzie z innej epoki, ginąca  rasa,  która  ceni przyjaźń, nie słucha Techo ani Hip-Hopu. Jujo zaimponował mi  gdy dowiedziałem się, że sam przeszedł Puszczę Romnicką i to nie po szlakach, po prostu wszedł w las i szedł. To jeden z jego kilku podobnych wyczynów. Sokół: siła spokoju, skromny, wrażliwy, znakomity kompan do rozmów na ważne tematy.

Jest jeszcze Patryk, syn Marka. Pływa od 6 roku życia. Znakomicie radzi sobie na rzece i to w kajaku jednoosobowym!!!!!!

Zosia, żona Marka i Mama Kamila i Patryka. Zawsze pełna obaw o męża i dzieci, ale znosząca wszystkie niewygody ze spokojem.

 

 

Jest jeszcze Michał. Był z nami tylko jeden raz, ale jak sam mówi, nie ostatni. Dostał nieźle w kość ale  nie  zniechęcił się. Pobił nasz rekord. Na odcinku 300 m rzeki, w ciągu pierwszych minut spływu zaliczył 2 wywrotki, w tym jedną ze mną. Było pysznie JJJ

To krótki z konieczności opis postaci występujących w naszej szalonej bajce.

  Muszę teraz napisać kilka słów o trochę poważniejszej sprawie. Mam na myśli ochronę środowiska. I nie chodzi mi o budowanie oczyszczalni ścieków czy składowiska odpadów. Naszą ambicją jest, żeby jedynym śladem naszej obecności na rzece był kilwater, w lesie czy na łące, wygnieciona trawa. Nigdy, powtarzam nigdy nie zostawiamy za sobą puszek, butelek, papierów czy innych śmieci. Zawsze wszystko zabieramy ze sobą i w najbliższej miejscowości zostawiamy w miejscach do tego przeznaczonych. Zawsze zabieramy nie tylko „nasze” śmieci, ale również te, pozostawione przez innych „turystów” Do białej gorączki doprowadza mnie widok płynących rzeką butelek, torebek, puszek. To smutne, jak jeszcze nie potrafimy szanować naszej przyrody, ale wierze, że zmieni się to. Może nie od jutra ale………

 

  Szanowny internauto,  który czytasz te słowa. Jeśli masz podobną pasję lub zainteresowałeś się kajakowaniem napisz do nas.  Na pewno odpiszemy.
 
Wiesiołek - autor tekstu
         
Zdjęcia 1, 2, 4, 5, 9 zostały wykonane przez Michała podczas spływu Legą. Michał jest również producentem, reżyserem i operatorem filmu nakręconego podczas tego spływu. Może uda się opublikować jego fragment.